Krąg mężczyzn. Pierwotne doświadczenie. Takie, w którym czuję że moje ciało, energia i umysł się harmonizują. Najbardziej transformujące doświadczenia na mojej ścieżce samopoznania są związane z mężczyznami i męską energią. Nie zapomnę konfrontacji w męskich grupach terapeutycznych, które wypowiedziane pozwalały się rozbroić i ułożyć. Nie zapomnę tych momentów kiedy w trudnych chwilach mężczyzna stawał za mną dając oparcie i kiedy ja mogłem je dać innym. Tych chwil kiedy w mieszanych grupach mężczyźni stawali w swojej mocy, pewności i spokoju i jakie były na to reakcje kobiet.
Z tego miejsca zdecydowałem, że chce współtworzyć miejsce dla innych mężczyzn w którym będę mógł się dzielić swoim doświadczeniem i dołączyłem do szkolenia moderatorów męskich kręgów w Fundacji Masculinum. Jak to zwykle bywa zapisałem się na to wydarzenie z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, kiedy czułem, że prowadzenie różnego rodzaju grup to moja dalsza ścieżka życiowa. Kiedy zbliżał się termin szkolenia, pojawił się cień niepokoju związany z rozpoczęciem nowego tematu i wejściem do grupy. Na szczęście ciekawość i ekscytacja przeważyły i o czasie zameldowałem się na miejscu.
Podzielę się moim doświadczeniem, wybaczcie, jeśli będzie to nieco chaotyczne.
Intencja: równowaga. Ta intencja towarzyszy mi na wielu polach, odkąd zacząłem pracować ze sobą. W codziennym życiu mam dużo interakcji z kobietami i te kilka dni w towarzystwie samych mężczyzn oraz zorientowanie na cel, którym jest zainicjowanie męskiego kręgu miało pomóc mi zrównoważyć te energie. Witając się przed zajęciami byliśmy trochę niepewni, może nieco ponapinani, badający się nawzajem. Z każdą godziną, każdym kolejnym ćwiczeniem i kolejnymi słowami w kręgu było cieplej, luźniej i w większej otwartości.
Rytm. Tak jak powiedział w kręgu jeden z nas: kobiety mają cykl, my mamy swój rytm. Rytm w pracy. Rytm pracy i odpoczynku, rytm kroków, biegu – działania. Doświadczenie z ostatniego dnia zjazdu: podzieliliśmy się na dwie grupy, każda miała stworzyć performance na temat tego co się działo w ciągu wcześniejszych dni. W przedstawieniach obu grup pojawiały się emocje, spotkanie ze sobą, ze swoją męskością – odegrane w różny sposób. Ale na koniec w obu niezależnie od siebie przygotowanych scenach na końcu stanęliśmy w kręgu i rytmicznie uderzaliśmy w swoje piersi budując wspólny rytm. Niezwykłe przeżycie.
Kobiety. Zauważyłem i zaskoczyło mnie to, jak niewiele uwagi kierowaliśmy na kobiety. A jeśli kierowaliśmy to były słowa pełne miłości, szacunku i troski. Nie było budowania narracji wokół krzywd doznanych od kobiet, nie było lekceważenia, nie było pogardy ani śmieszkowania. Nawet u tych z nas którzy mieli, lub mają trudny moment w relacjach. Mówiliśmy o tym jak ważne są dla nas, jak ważne są nasze rodziny i że gdy skończymy męski krąg wrócimy do naszych kobiet z radością.
Oceny i rady. Uczyliśmy się jak wypowiadać się w kręgu. Żeby mówić o sobie, swoich emocjach i odczuciach. Nie oceniać, nie dawać nieproszonych rad. Zaskakująco trudne. Ale udawało się. I coraz bardziej łączyła nas atmosfera wzajemnego szacunku i poczucia wspólnoty.
Wspólny czas poza zajęciami. Tutaj muszę przyznać że mam pewien niedosyt. Przyjazd do Warszawy był dla mnie okazją spotkania się z bliskimi mi osobami. Ale z opowieści wiem, że rozmowy poza zajęciami były równie wartościowe jak czas w kręgu.
Już wkrótce kolejny zjazd, bardziej nastawiony na konkretną i usystematyzowaną wiedzę organizacyjną i merytoryczną niż na budowanie relacji. Do zobaczenia
tekst powstał bez wsparcia asystenta AI

