W czerwcu ukończyłem kurs ustawień rodzinnych i intencji. Nie ogłaszałem tego jakoś szczególnie, nie zacząłem od razu organizować warsztatów ani zbierać grupy. Dałem sobie czas, żeby zobaczyć, czy i jak ta nowa ścieżka zacznie się rozwijać. Bez popędzania, bez ciśnienia, że skoro skończyłem kurs, to teraz trzeba coś z tym zrobić.
Zresztą do samych ustawień trafiłem kiedyś przez własne doświadczenia. Korzystałem z tej metody w trudniejszych momentach życia, kiedy brakowało mi jasności, gdzie właściwie jestem, jakie nieuświadomione mechanizmy kierują moimi działaniami i co sprawia, że wciąż wracam do podobnych schematów. Szukałem sposobu, żeby przyjrzeć się temu z innej perspektywy, wprowadzić trochę ruchu tam, gdzie coś utknęło i zrobić miejsce na zmianę.
To doświadczenie zostało ze mną na tyle mocno, że w końcu postanowiłem poznać tę metodę również od strony prowadzącego.
Od czerwca poprowadziłem dwie konstelacje. Pierwszą podczas męskiego kręgu, który współorganizowałem z przyjacielem, drugą przy okazji szkolenia masażu. Obie były krótkimi, dość lekkimi formami pracy z intencją, które udało się naturalnie wpleść w program innych wydarzeń.
Przyznam, że przed pierwszą sesją miałem trochę wątpliwości, czy sobie poradzę. Ale kiedy już zaczęliśmy, wszystko potoczyło się zaskakująco naturalnie. Przy drugiej czułem się jeszcze swobodniej. I chyba właśnie tak chciałem w to wejść. Nie przez wielkie deklaracje, tylko przez doświadczenie.
A dlaczego konstelacje?
Ostatnio zastanawiałem się nad samą nazwą. Niemieckie Familienaufstellungen, od którego pochodzą nasze „ustawienia rodzinne”, w języku angielskim funkcjonuje jako Family Constellations.
I ta angielska nazwa zdecydowanie bardziej do mnie przemawia.
Konstelacja to przecież układ gwiazd. Każda z nich ma swoje miejsce, ale dopiero wzajemne położenie tworzy obraz, w którym możemy dostrzec jakiś wzór.
Podobnie patrzę na pracę z ustawieniami. Nie chodzi o to, żeby kogoś czy coś poustawiać we właściwym porządku. Bardziej o zobaczenie relacji, zależności i mechanizmów, których z naszej codziennej perspektywy często nie dostrzegamy. A porządek pojawi się kiedy będzie na to czas i wszystko wróci na swoje miejsca.
Ustawienia kojarzą mi się z ruchem sterowanym z zewnątrz. Konstelacje z odkrywaniem tego, co już jest i co wpływa na co i kto na kogo.
Dlatego coraz chętniej będę posługiwał się właśnie tą nazwą.
Czym właściwie są konstelacje?
To metoda pracy wglądowej, w której przyglądamy się wybranemu tematowi, korzystając z przestrzeni, reprezentantów, ich wzajemnego ustawienia i tego, co pojawia się podczas procesu. Nie musimy wszystkiego rozumieć ani od razu nazywać. Czasem wystarczy zobaczyć coś z zupełnie innej perspektywy.
Poza klasycznymi ustawieniami rodzinnymi interesują mnie szczególnie konstelacje intencji.
O ile ustawienia rodzinne kierują uwagę przede wszystkim na historię rodziny, relacje i międzypokoleniowe wzorce, o tyle praca z intencją jest dla mnie bardziej zwrócona ku przyszłości i naszej tożsamości.
Możemy przyglądać się decyzjom, które trudno nam podjąć, relacjom, wewnętrznym konfliktom, powracającym schematom, poczuciu utknięcia albo po prostu pytaniu: dokąd właściwie chcę iść i co mnie przed tym powstrzymuje?
Nie szukamy gotowych odpowiedzi ani nie próbujemy przewidywać przyszłości. Tworzymy przestrzeń, w której można lepiej przyjrzeć się sobie i temu, co nas porusza.
Bardzo bliski jest mi sposób prowadzenia, w którym nie narzucam interpretacji, nie próbuję wiedzieć lepiej i nie dopowiadam za uczestnika znaczenia jego doświadczenia. Wolę towarzyszyć, zadawać pytania, czasem zaproponować jakiś ruch, ale przede wszystkim pozwolić, żeby proces rozwijał się we własnym tempie.
Dzisiaj dostałem piękną opinię od jednego z uczestników mojej pierwszej konstelacji. Przytoczę jej fragment, bo bardzo dobrze oddaje to, co jest dla mnie ważne w tej pracy:
„Szczególnie doceniam sposób, w jaki Jakub prowadził cały proces. Bez narzucania kierunku, interpretowania czy nazywania tego, co się pojawiało. Miałem poczucie, że z dużą uważnością i wyczuciem pomagał nam dotrzeć do samego sedna doświadczenia. Nie tylko na poziomie intelektualnym, ale przede wszystkim poprzez ciało i emocje.”
I jeszcze jeden fragment, który szczególnie mnie poruszył:
„Początkowo czułem pewien niedosyt, że po zakończeniu mojego ustawienia nie pojawił się dodatkowy komentarz czy podsumowanie. Dopiero później dotarło do mnie, że właściwie niczego nie trzeba było dopowiadać. To, co się wydarzyło, było wystarczająco głębokie i wymowne samo w sobie.”
Bardzo mnie to ucieszyło. Bo dokładnie taką przestrzeń chcę tworzyć.
I chyba powoli dojrzewa moment, żeby zaprosić do niej więcej osób.
Jestem gotowy zacząć organizować konstelacje w bardziej regularnej formie. Myślę o kameralnych spotkaniach, dniach ustawieniowych, a z czasem również całych weekendach poświęconych tej pracy.
Konstelacje będą odbywały się w Bielsku-Białej oraz w naszej Osadzie Molusiówce w Koszarawie.
Na razie nie ustalam sztywnego kalendarza. Chcę najpierw zebrać grupę osób zainteresowanych, zarówno tych, które chciałyby przyjść ze swoim tematem, jak i tych, które chciałyby uczestniczyć w roli reprezentantów. Ta druga rola również potrafi być ciekawym doświadczeniem.
Na tym etapie nie pobieram jeszcze opłat za prowadzenie konstelacji. Spotkania odbywają się na zasadzie dobrowolnych datków. To jednak etap przejściowy i z czasem pojawi się normalny cennik.
Jeżeli czujesz, że taka forma pracy może być dla Ciebie interesująca, napisz do mnie prywatnie. Dopiszę Cię do listy zainteresowanych i odezwę się, kiedy pojawią się pierwsze terminy.
Nie obiecuję cudów ani gotowych rozwiązań. Konstelacje nie zastępują psychoterapii, a ich skuteczność terapeutyczna nie jest naukowo potwierdzona. Mogą jednak być ciekawym doświadczeniem wglądowym, okazją do przyjrzenia się sobie, swoim relacjom i wyborom z nieco innej perspektywy.
Cieszę się, że ta ścieżka zaczyna nabierać kształtu.

